Homilia wygłoszona przez ks. Marka Izydorczyka - duszpasterza leśników RDLP w Łodzi, podczas Mszy Św. rozpoczynającej uroczystość upamiętniającą Hubalczyków i leśników, ludzi i czyny, w miejscu wydarzeń sprzed lat, w 110 rocznicę urodzin mjr Henryka Dobrzańskiego.

"Zebrani na tej cząstce opoczyńskiej ziemi, w miejscu szczególnym naznaczonym bohaterstwem Hubala i jego podkomendnych nie możemy, choć w krótkich słowach nie przywołać tych, którzy za wolną ojczyznę przelali krew.
Henryk Dobrzański (bo tak nazywał się Hubal) urodził się 22 czerwca 1897 roku w rodzinie szlacheckiej.
Był uczestnikiem I wojny światowej, brał udział w walkach z Ukraińcami w 1918 roku i dowodził plutonem kawalerii podczas walk o Lwów. W latach 1919–1921 brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Za odwagę na polu walki został odznaczony czterokrotnie Krzyżem Walecznych i krzyżem srebrnym Orderu Virtuti Militari.
Po pierwszej wojnie pozostał w wojsku. Jako świetny kawalerzysta był członkiem reprezentacji Polski w jeździectwie, zdobywając ogółem 22 złote, 3 srebrne i 4 brązowe medale. W roku 1925 zdobył w Londynie Nagrodę indywidualną dla najlepszego jeźdźca.
Tuż przed wybuchem wojny obronnej 1939 otrzymał przydział jako zastępca dowódcy 110. Pułku Rezerwowego Ułanów.
20 września, po dwóch dniach ciężkich walk z Sowietami, Grodno skapitulowało. 23 września generał Wacław Przeździecki wydał rozkaz, aby wszystkie podległe mu oddziały przedostały się na teren neutralnej Litwy. Podporządkowania się temu rozkazowi odmówił jedynie 110. Pułk Ułanów, w którym służył Dobrzański. Po wchłonięciu resztek innych oddziałów, oddział podjął marsz w kierunku broniącej się Warszawy. Nad Biebrzą pułk został okrążony przez Sowietów, kosztem ciężkich strat zdołał jednak przerwać linie wroga.
Wkrótce po tym jego dowódca, pułkownik Jerzy Dąbrowski, wydał rozkaz rozwiązania oddziału. Około 180 żołnierzy pod dowództwem majora Henryka Dobrzańskiego podjęło decyzję dalszego udziału we wciąż toczących się walkach i ruszyło w kierunku oblężonej stolicy.
Bitwa pod Kockiem zakończyła kampanię wrześniową, lecz nie zakończyła oporu Polaków. Major Dobrzański przyjął pseudonim "Hubal" (przydomek rodowy gałęzi Dobrzańskich, z której się wywodził), a jego oddział, teraz jako Oddział Wydzielony Wojska Polskiego, stał się pierwszym oddziałem partyzanckim II wojny światowej.
W początkach listopada hubalczycy odnieśli pierwsze zwycięstwo nad Niemcami. Dzięki pomocy ludności mieszkańców Kielecczyzny oddziałowi udawało się wymykać z organizowanych przez Niemców pułapek.
W marcu 1940 roku oddział Hubala zniszczył całkowicie batalion piechoty Wehrmachtu. Kilka dni później w zasadzce pod Szałasem hubalczycy zaskoczyli kolejny oddział niemiecki zadając mu ciężkie straty. Dla zlikwidowania zagrożenia ze strony Szalonego Majora Niemcy sformowali liczącą 1000 żołnierzy grupę antypartyzancką złożoną z formacji SS, batalionu Wehrmachtu i jednostki czołgów. Liczebność oddziału Hubala nigdy nie przekroczyła 300 żołnierzy, do walki z nim Niemcy zaangażowali natomiast ogółem około 8000 ludzi.
Chcę wyrazić ogromną wdzięczność tym wszystkim, którzy podjęli myśl dzisiejszej uroczystości. Przepiękne jest wkomponowanie uroczystości ku czci poległych leśników z kartą historii zapisaną przez hubalczyków.
Ci ostatni walczyli jako żołnierze w partyzanckich szeregach by ratować zagrożoną wolność Ojczyzny.
W sukurs przychodzili bezimienni leśnicy. To oni udzielali schronienia walczącym partyzantom, bo najlepiej znali miejsca do ukrycia się przed wrogiem. Narażali często nie tylko swoje życie, ale także swoją rodzinę. Leśnik to na swój sposób żołnierz. Też przecież broni i chroni przyrodę.
O leśnikach mówi się mało chyba, że w uroczystościach organizowanych z ich bezpośrednim udziałem. Leśnik przejmuje często tradycje rodzinne i naśladuje swojego ojca czy dziadka.
Wśród obecnych tu leśników wielu jest zarażonych tą zawodową chorobą przez starsze pokolenie w rodzinie. Chyba też dlatego, nigdy leśnicy nie protestują tak jak to ma miejsce w ostatnich latach, dniach a nawet godzinach. Pamiętam jedno ze spotkań z wytrawnym leśnikiem i człowiekiem z tradycjami rodzinnymi gdy wspominał że był taki okres czasu w lasach iż leśnicy musieli trzymać inwentarz bo nie było szansy utrzymania rodziny, ubrania i wykształcenia dzieci z pensji leśniczego czy gajowego.
A jednak mieli i mają do dziś głęboko zakorzenioną odpowiedzialność za to co robią bo tu nie ma tak jak w zakładzie pracy gdzie na koniec dnia często już widać efekt pracy w wytworzonym produkcie. Tu trzeba pracy pokolenia, aby następne mogło zaobserwować efekty. Leśnik nie ma normowanych godzin pracy. Zawsze gotowy do niesienia pomocy i nigdy nie pytający: czy to mi się opłaca.
Z racji kapelaństwa wśród leśników, dość często się z nimi spotykam nie tylko na uroczystościach czy w biurach i mogę z całą stanowczością i pełnym zdecydowaniem powiedzieć, że jest to wspaniałe środowisko, choć nie zawsze doceniane i także przeżywające swoje zawodowe lęki i obawy, bo wielu potrafię mędrkować i pouczać a jak coś się nie uda to winę przenosi się szybko na pierwszą linię działania a więc na leśnika.
Hubalczycy - do nich tu jeszcze raz się odwołam - mieli ogromną wolę zdziałania czegoś dla Ojczyzny, którą wróg chciał sobie podporządkować. To wyzwoliło w nich ogromną determinację do tego stopnia, że w ich ślady szli inni aż do skutku a więc do uwolnienia z jarzma niewoli ojczystej, Polskiej ziemi.
Wy drodzy bracia leśnicy też macie wielką determinację w swojej pracy. Bo jak można czynić coś, co by zniszczyło pracę i determinację pokolenia Waszych ojców czy dziadków. Jak można dopuścić do unicestwienia ich potu włożonego w lasy. Jak można zapomnieć o tych leśnikach którzy za wolność Ojczyzny przelali własną krew. Gdybyście postępowali inaczej niż to czynicie to byście się sprzeniewierzyli temu wielkiemu dziedzictwu, któremu na imię POLSKA.
Trwajcie drodzy bracia na swoich posterunkach pracy i przy mogiłach poległych. To jest nasza część historii, którą piszemy własnym życiem. A pamięć o pomordowanych żołnierzach i leśnikach dodaje nam sił i odwagi w trudzie budowy naszego domu - POLSKI.
Amen"